W piątkowy wieczór, 7 listopada 2025 roku, sala Miejskiego Domu Kultury w Przasnyszu wypełniła się dźwiękami, które przeniosły publiczność prosto do końca lat sześćdziesiątych – epoki narodzin hard rocka i rocka progresywnego. Na scenie pojawił się zespół Mandrake Route, który od lat z niezwykłą dbałością o szczegóły oddaje hołd pierwszemu wcieleniu Deep Purple – MK I.
Mandrake Route to nie tylko tribute band. To muzyczna rekonstrukcja historyczna – zespół gra na oryginalnych instrumentach z lat 60., w autentycznych strojach z epoki i z ogromnym poszanowaniem dla ówczesnej estetyki brzmienia. Hammondy z wirującym Leslie, klasyczne gitary, lampowe wzmacniacze i charakterystyczna sekcja rytmiczna przenoszą słuchaczy w czasy, gdy rock dopiero odkrywał swoją moc.
Ich koncerty to nie tylko nostalgiczny powrót – to żywa lekcja historii muzyki, która pulsuje energią, improwizacją i duchem tamtej epoki.
To był mój pierwszy kontakt z Mandrake Route na żywo – i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Wiedziałem, jakich klimatów się spodziewać, ale nie przypuszczałem, że będzie aż tak progresywnie.
Repertuar wypełniły przede wszystkim kompozycje Deep Purple z ery MK I, ale nie zabrakło też klasyków Led Zeppelin i innych mistrzów psychodelicznego rocka tamtych czasów. Utwory nie były proste – to muzyka, którą trzeba rozumieć i czuć.
Mandrake Route nie ogranicza się do tzw. „radiowych wersji”. Zespół z pasją prezentuje rozbudowane, kilkunastominutowe formy, pełne wirtuozerskich partii instrumentalnych, niestandardowych metrum i wpływów jazzu, folku czy muzyki klasycznej.
Szczególnie imponujące były momenty improwizacji – wtedy scena zamieniała się w przestrzeń dialogu. Gitara i organy Hammonda prowadziły między sobą muzyczne rozmowy, raz rywalizując, raz dopełniając się w pięknej harmonii. W pewnych fragmentach bas przejmował inicjatywę, odpowiadając krótkimi frazami – niczym rozmowa trzech przyjaciół, którzy doskonale się rozumieją bez słów.
Choć sala nie była wypełniona po brzegi – a szkoda – ci, którzy przyszli, dostali niemal dwugodzinny pokaz muzycznego kunsztu i szczerości. Mandrake Route nie gra, by przypodobać się publiczności – oni grają, bo kochają tę muzykę. I to widać w każdym geście, każdym dźwięku, każdym spojrzeniu wymienionym między muzykami.
Ten koncert był czymś więcej niż występem. To było spotkanie z autentyczną pasją, której dziś tak często brakuje.
Jeśli ktoś jeszcze nie zna Mandrake Route i zastanawia się, czy warto wybrać się na ich koncert – odpowiedź jest jedna: zdecydowanie TAK.
To uczta dla ucha i duszy – szczególnie dla tych, którzy cenią sobie szczerość, improwizację i ducha rocka z jego złotej ery.
Mandrake Route to zespół, który nie odtwarza muzyki Deep Purple – on ją ożywia.
tekst i foto: Andrzej Lomperta