Choć premiera nowego singla zespołu MYK miała miejsce kilka dni temu, piszę o nim dopiero teraz. Dlaczego? Bo jego debiut zbiegł się z moim urlopem. I może to dobrze – bo miałem czas, by nie tylko go przesłuchać, ale też osłuchać się z nim naprawdę głęboko. W różnych miejscach, nastrojach i porach dnia. Sprawdza się równie dobrze w samochodzie, jak i w zaspanej barcelońskiej kafejce przy Passeig de Gràcia, gdzie miałem okazję delektować się nim przy porannej kawie.
To piosenka, która działa na wielu poziomach – emocjonalnym, estetycznym i… zmysłowym. A przede wszystkim: działa bez nachalności, wchodząc do głowy naturalnie jak ciepły sierpniowy wiatr.
Nowy singiel MYK to nie tylko muzyczny hit na lato, ale również utwór głęboko symboliczny. „Ogień i woda” – jak wyjaśniają sami artyści – opowiada o sprzecznościach, które mogą współistnieć, ale nie zawsze powinny. Miłość, żal, namiętność, odpuszczenie. To wszystko kryje się w dwóch krótkich zwrotkach, nasyconych treścią i emocjami.
Autorka tekstu, Marta Tondera, sięga po archetypy – ogień jako siłę twórczą i niszczącą, wodę jako oczyszczenie, uczucie i intuicję. Słowa nie są tu tylko tłem dla melodii – to symboliczny język emocji, który działa na podświadomość. W tekście odnajdziemy również motywy wilka – symbolu dzikości i instynktu – oraz ptaka, jako wolności i nadziei. Te obrazy nie są przypadkowe. Pojawiają się także w teledysku, wzmacniając przekaz i czyniąc całość głęboko spójną.
Za sukcesem zespołu MYK stoi trójka niezwykłych artystów:
Marek Yan Kisieliński – kompozytor, multiinstrumentalista, producent muzyczny. Autor wielu znanych przebojów (m.in. zespołu Video czy Braci), a także – co warto podkreślić – twórca, którego projekty śledzę od czasów Czerwonych Gitar. I to nie jest żadna wazelina – po prostu Kisieliński to muzyczny Midas. Czego się dotknie, zamienia w złoto. Jego melodie są zawsze chwytliwe, ale nigdy banalne. Dopracowane w szczegółach, a jednocześnie naturalnie porywające.
Kornelia „Korni” Raźniewska – wokalistka o głosie, który potrafi być jednocześnie łagodny i poruszający. Anielska barwa przełamana siłą w refrenach daje efekt, który na długo zostaje w pamięci.
Marta Tondera – poetka emocji i twórczyni estetyki MYK. Jej teksty pełne są symboliki i nieoczywistych obrazów, a jednocześnie opowiadają o sprawach bardzo uniwersalnych. Tondera odpowiada także za teledyski, stylizacje i ogólną oprawę wizualną – i robi to z ogromnym wyczuciem.
To trio działa jak precyzyjny mechanizm – każdy element jest na swoim miejscu, każde ogniwo wnosi coś niepowtarzalnego.
„Ogień i woda” to propozycja lżejsza od poprzedniego singla „Tak czy nie”, który miał bardziej pop-rockowy charakter. Nowy utwór stawia na nastrojowość, folkowe smaczki i przestrzeń. Gitary brzmią organicznie, rytm łagodnie płynie, a wszystko to uzupełnia znakomity wokal Kornelii.
To nie jest piosenka stworzona pod linijkę do radia – ale świetnie się w nim odnajduje. Ma klimat, głębię i chwytliwy refren, który nie męczy nawet po dziesiątym przesłuchaniu. Wręcz przeciwnie – zyskuje.
Wizualna strona MYK to osobny rozdział. Tym razem zespół przenosi nas z włoskiej Wenecji (gdzie powstał klip do „Tak czy nie”) w sielskie, naturalne klimaty. Ognisko, natura, pióra, kruk, indiańskie inspiracje, ciepłe światło, wolność. Teledysk nie tylko ilustruje, ale dopowiada – uruchamia emocje, których nie da się wypowiedzieć słowami.
Wystąpili w nim wszyscy członkowie zespołu, a także bliscy współpracownicy – co tylko dodaje całości autentyczności. Widać tu wspólną wizję, dbałość o detale i… świadomość artystyczną, której często brakuje w dzisiejszym popie.
MYK nie robią hałasu na siłę. Nie krzyczą, że są nową jakością – po prostu ją dostarczają. Każdy singiel to osobna historia, każdy klip – małe dzieło. „Ogień i woda” udowadnia, że polski pop może być mądry, dopracowany i emocjonalny, bez zbędnej pretensjonalności.
To zespół, który warto śledzić. A ten singiel – po prostu warto znać.
Andrzej Lomperta