Gdy Brian May i Roger Taylor wspominają Freddiego Mercury’ego, w ich słowach zawsze pobrzmiewa mieszanka czułości, nostalgii i twardej świadomości, że pewne rzeczy w muzyce dzieją się tylko raz. Dlatego każde pojawienie się w mediach wątku „hologramu Freddiego” natychmiast elektryzuje fanów Queen – i nic dziwnego. To przecież zespół, który uczył świat, że technologia może być muzyczną sztuką, a sztuka – czystą energią.
Teraz, w dobie cyfrowych widowisk pokroju ABBA Voyage, rozmowa o wirtualnym powrocie Mercury’ego wraca z nową siłą. May i Taylor przyznają otwarcie: tak, rozważamy to. I to już nie jako futurystyczną ciekawostkę, lecz jako projekt, który – jeśli ma się wydarzyć – musi być godny legendy.
Brian May mówi o tym bardzo ostrożnie. Wskazuje, że klasyczne „hologramy” (czyli tak naprawdę zaawansowane projekcje 3D) to technologia, która łatwo wpada w pułapkę kiczu. Queen już kilka razy korzystali z archiwalnych nagrań podczas koncertów z Adamem Lambertem, np. w emocjonalnym fragmencie „Love of My Life”, gdzie na ekranie pojawiał się Freddie. To jednak tylko cytat, migawka wspomnienia.
Pomysł pełnowymiarowego show to zupełnie inna liga. May przyznaje, że dzisiejsze narzędzia – od motion capture po AI generującą realistyczne ruchy i mimikę – kuszą, by spróbować. W końcu pozwalają stworzyć avatar-artystę, który nie jest kopią z archiwum, ale czymś, co mogłoby oddać emocjonalną prawdę Freddiego.
Roger Taylor dodaje przy tym jeden warunek: autentyczność. Jeśli hologram ma istnieć, ma być w stanie przenieść publiczność do czasów, gdy Queen naprawdę brzmieli jak nieśmiertelna maszyna do grania stadionów.
To nie może być animacja. To ma być przeżycie.
Tu zaczyna się najbardziej fascynujący (i niepokojący) fragment tej historii. Dzisiejsza AI potrafi generować głosy, śpiew, ruch sceniczny, a nawet charakterystyczne oddechy i przyśpiewki. Gdyby zespół chciał, mógłby nakarmić modele tysiącami godzin nagrań Mercury’ego i uzyskać cyfrową rekonstrukcję, która śpiewałaby „jak Freddie”.
Tylko… to byłaby jedynie imitacja.
Freddie Mercury miał nie tylko głos – miał psychologię sceny, instynkt wyczuwania publiczności, teatralną dzikość, której nie sposób zaprogramować. AI może być genialnym narzędziem, ale pozostaje narzędziem. Nie ma traumy, odwagi, charyzmy. Nie ma historii człowieka z krwi i kości.
May dobrze rozumie to zagrożenie. Dlatego mówi, że jeśli Queen mieliby sięgnąć po cyfrowe odtworzenie Mercury’ego, to tylko po to, by zamrożoną w archiwach esencję Freddiego pokazać w nowoczesnej formie – a nie tworzyć nowego „Freddiego”, którego nigdy nie było.
Technologiczna pokusa powrotu zmarłych gwiazd jest dziś silniejsza niż kiedykolwiek. Zobaczyliśmy już hologramy Tupaca, Whitney Houston czy Michaela Jacksona. Niektóre z tych realizacji były widowiskowe, inne z kolei wywołały dyskomfort – bo wkraczały w obszar, w którym sztuka styka się z etyką.
Czy można „wskrzesić” kogoś, kto nie może już wyrazić swojej zgody? Czy widowisko, w którym cyfrowy Freddie śpiewa nowe zwrotki, nie byłoby wbrew jego artystycznej wolności? Gdzie kończy się hołd, a zaczyna komercyjna nekromancja?
Queen nie ukrywają, że właśnie dlatego projekt musi być przemyślany. A może nawet – dopiero dojrzewa.
Najważniejsze jest jedno: Queen nie mówią już „nie”. Mówią „zastanawiamy się”. Co oznacza, że technologia doszła do momentu, w którym takie przedsięwzięcie nie jest już science-fiction. Jest realne.
Dziś wygląda to tak:
zespół obserwuje rozwój technologii,
inspiruje się koncepcją spektakli avatarowych,
jednocześnie pilnuje, by nie przekroczyć granicy dobrego smaku.
Czy zobaczymy kiedyś Freddiego Mercury’ego na scenie w pełnej cyfrowej postaci?
Możliwe. Ale jeśli tak się stanie, będzie to show przygotowane przez ludzi, którzy kochali go najbardziej i najlepiej rozumieją, że energii jego głosu ani iskry w oku nie da się wygenerować jedynie kodem.
Freddie Mercury już nie wróci.
Ale świat technologii zaczyna budować nowe przestrzenie, w których pamięć i emocje mogą znaleźć zadziwiająco realistyczną formę. To budzi zachwyt i niepokój jednocześnie – i może właśnie dlatego debata o hologramie Queen mówi o naszej erze więcej, niż się nam wydaje.
A jeśli kiedyś w ciemnej hali wybrzmi „Somebody To Love” z ust wirtualnego Freddiego… będzie to moment, w którym sztuka i technologia znów spróbują opowiedzieć historię człowieka, którego nikt nie potrafi zastąpić.
Andrzej Lomperta