„Nie ma ziomka, ale sentyment pozostał” – i na bazie tego sentymentu powstała „Oda do Olka”, czyli opowieść o beztroskim dzieciństwie i znajomych, którzy na zawsze pozostali w przeszłości. Lordofon od lat udowadnia, że potrafi tworzyć numery, z którymi utożsamia się każdy – niezależnie od wieku i życiowej historii – a nowy singiel to kolejny przykład połączenia świetnego songwritingu z chwytliwą melodią. Brzmieniowo zespół powraca do swoich korzeni, opartych na mieszance rapu i muzyki indie. Całość dopełnia visualiser, który powstawał w opustoszałych przestrzeniach osiedla z wielkiej płyty – idealnie obrazując pustkę po czasach, które już nie wrócą.
„Oda do Olka” to czwarty singiel z nadchodzącego albumu Lordofonu, nad którego powstawaniem czuwa tajemniczy pan Hiroszima. Choć jego tożsamość oraz intencje pozostają zagadką, jego rola w uniwersum nowego albumu staje się coraz bardziej klarowna, zarysowując koncepcję płyty. Ten rok jest pełen niespodziewanych ruchów ze strony zespołu – a pan Hiroszima pociąga za wszystkie sznurki z tylnego siedzenia.
Finał tej współpracy poznamy już w październiku, na kiedy zaplanowana jest premiera trzeciego albumu studyjnego duetu. Po drodze fanów czeka jeszcze sporo okazji do tego, by dać się porwać do wykreowanego przez zespół, immersyjnego świata Hiroszimy.
„Pamiętnik” już dostępny!
Po 2,5 roku muzycznej ciszy Doda wraca z nowym singlem - najbardziej intymnym i osobistym w całej dotychczasowej karierze artystki. Piosenka inspirowana fragmentami „Pamiętnika” Dody, odsłania nieznaną dotąd stronę wokalistki i symbolicznie otwiera nowy rozdział w jej twórczości.
Za produkcję odpowiada Hotel Torino - twórcy stojący za brzmieniem albumu „Aquaria”, którzy ponownie połączyli siły z artystką, nadając nowemu materiałowi wyjątkową oprawę. To połączenie szczerości, dojrzałości i emocji rezonujących z osobistymi doświadczeniami Dody.
Stasiek Kukulski prezentuje nowy singiel „This Too Shall Pass” – utwór, który nie ucieka w banał ani tanią pociechę. To raczej spokojne, dojrzałe spojrzenie na momenty, w których świat traci ostrość, a człowiek zostaje sam ze swoimi myślami. Bez dramatyzowania, bez wielkich gestów. Jest cisza, refleksja i zdanie, które działa jak kotwica: to też minie
Są takie albumy, które włączasz „na chwilę”, żeby sprawdzić singiel, a po trzech numerach wracasz do codziennego hałasu. I są takie, które wciągają jak rozmowa o drugiej w nocy — niby spokojna, ale każda kolejna minuta przestawia coś w głowie. „Czas końca złudzeń”, trzeci album projektu BAiKA (Piotr Banach i Katarzyna „Kafi” Figaj), zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.