Budka Suflera otwiera kolejny rozdział. I robi to w sposób, który większości słuchaczy… może zupełnie zaskoczyć. „Obłoki”, pierwszy premierowy utwór zapowiadający płytę „Judyta”, to wejście zespołu w przestrzeń lżejszego, nowocześniejszego rocka – wciąż z charakterem, ale pozbawione ciężaru porównań do dawnych czasów.
Trzeba to powiedzieć wprost: Budka to dziś bardzo otwarty projekt. Dużo nowej energii, nowe twarze, nowa wrażliwość. Irena Judyta Michalska – obdarzona głosem jasnym, nośnym, emocjonalnym – niesie ten utwór z wyczuciem i naturalnością. Gdyby ktoś usłyszał „Obłoki” bez wiedzy, kto stoi za projektem, prawdopodobnie nie skojarzyłby numeru z legendarną Budką. I to nie wada. To świadectwo, że zespół naprawdę próbuje nowego rozdania.
Tekst Bogdana Olewicza to klasyczna olewiczowska miniatura: krótkie sceny, półmrok, psychologiczne echo. Historia dziewczyny szukającej swojej wartości – w świecie, w relacji, w sobie – brzmi tu czysto i nieprzesadnie. Do tego dochodzi obrazowy teledysk Iryny Frolovej, który dokłada metafory o zaginionych cudach współczesności: akceptacji, łagodności, patrzenia na siebie nawzajem.
Melodyka Mietka Jureckiego robi swoje. To właśnie ten człowiek, od dekad kojarzony przede wszystkim z basem, wyciąga tu z gitar bardzo dużo powietrza, przestrzeni, lekkości. To granie rockowe, ale eleganckie – bez koturnów, bez monumentalności. Bas i gitary Jureckiego tworzą zaskakująco współczesny fundament pod całość. Wraz z sekcją Tomka Zeliszewskiego i klawiszami Michała Iwanka brzmi to coraz bardziej jak świadoma, nowa wersja Budki, a nie jej muzealny odlew.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że „Obłoki” nie próbują udawać niczego, czym Budka już kiedyś była. Nie ma tu dążenia do heroicznych refrenów ani klasycznego, „tuż obok Lady Pank” rocka lat 80. To numer osadzony w 2025 roku, z wrażliwością młodej wokalistki i świeżym spojrzeniem na brzmienie.
Kto nastawi się na „Jolkę, Jolkę”… przegra.
Kto posłucha bez oczekiwań… ten wygra, bo odkryje zespół, który oddycha czymś nowym.
Bo całość ma fajny rockowy klimat – bez ciężaru, ale z wyraźnym kręgosłupem. Gitary prowadzą narrację, bas chodzący miękko robi robotę, wokal niesie emocje, a teledysk dopełnia historię.
To Budka, która przestała być „reliktem Budki”.
To Budka, która może być słuchana przez ludzi, którzy nigdy wcześniejszej Budki nie znali.
To Budka, która wróciła nie po to, by powtarzać, tylko żeby opowiadać na nowo.
I w tym wszystkim „Obłoki” naprawdę niosą.
Na horyzoncie płyta „Judyta”.
Brzmi jak zaproszenie – i wygląda na to, że warto będzie pójść dalej tą drogą.
Andrzej Lomperta