Nie jest to premiera z ostatnich dni — utwór krąży po sieci od ponad miesiąca — ale dopiero teraz można przyjrzeć mu się spokojnie, bez pośpiechu. „Kocham twoje łzy wzruszenia” to spotkanie dwóch muzycznych światów: wrażliwości Janusza „Yaniny” Iwańskiego i emocjonalnego dziedzictwa Chłopców z Placu Broni. To nie jest piosenka „na efekt”. To jest piosenka „na prawdę”.
Yanina tworzy tu tekst, który brzmi jak nocna rozmowa dwojga ludzi — bardzo bliska, a jednocześnie pełna niepewności. „Tak bardzo zimno mi kochanie…” – powtarza się jak mantra, ale nie z dramatyzmem, tylko z delikatnym westchnieniem. W tej opowieści jest chłód, tęsknota i to niewygodne poczucie, że coś wisi w powietrzu… ale jest też światło. I ono pojawia się właśnie w refrenie:
„Wiesz, że kocham twoje łzy wzruszenia…”
Proste, czułe, trochę intymne. Taki rodzaj słów, które wypowiadasz, kiedy naprawdę nikogo wokół nie ma.
Za muzykę odpowiadają Wojciech Namaczyński i Franz Dreadhunter, czyli duet, który doskonale wie, jak zbudować klimat bez teatralnych gestów. Całość prowadzona jest jak rozmowa — bez fajerwerków, ale z nerwem i emocją.
• Yanina – wokal pełen niewymuszonej szczerości.
• Zuzanna Iwańska – altówka, która dodaje tej historii miękkiego drżenia.
• Janusz Frączek – fortepian, który buduje przestrzeń, a nie ścianę dźwięku.
• Peter Prentygast – chórki, które zamykają emocjonalną klamrę.
To numer kameralny, ale mocny w swoim minimalizmie.
Pod teledyskiem na YouTube zebrała się masa pozytywnych komentarzy – ludzie piszą o wzruszeniu, o tym, że „takich piosenek dziś już się nie robi”, o tym, że Yanina znów trafił w czuły punkt. Ten odbiór nie dziwi, bo piosenka działa tak, jakby była napisana „do jednego człowieka”, a jednocześnie trafia do wielu.
Swoje dołożył też Zbigniew Hołdys, który na swoim profilu FB wymownie napisał „polecam” i dorzucił serduszko. Trudno o bardziej jednoznaczny sygnał, że coś tu zagrało głęboko.
Bo jest prawdziwa.
Bo jest intymna.
Bo nie udaje rockowego hymnu, a jednak zostaje w człowieku na długo.
Andrzej Lomperta