Nowy singiel Voo Voo pojawił się w sieci bez wcześniejszych zapowiedzi, ale wystarczyło kilka godzin, by wywołał poruszenie wśród muzyków i słuchaczy. Najbardziej wymowną reakcję dał Zbigniew Hołdys, który w swoim wpisie napisał:
„No to Wojciech Waglewski przywalił… Przepiękny utwór, nieziemskie granie, intymne CUDO. Strach z nim jutro stanąć na scenie.”
Jeśli ktoś zna Hołdysa, wie, że nie używa tak mocnych słów bez powodu. „Dźwięczność” faktycznie ma w sobie coś urzekającego i trudnego do zaszufladkowania.
Najmocniejszym wyróżnikiem tej premiery jest udział Samitry Suwannarit, sopranistki Filharmonii Narodowej, która dodaje kompozycji zupełnie nowy wymiar. Jej jasny, klasyczny głos nie tylko podkreśla klimat utworu — on go współtworzy.
Muzyka Voo Voo od lat słynie z ascetyczności, a tu nagle obok gitarowego minimalizmu i charakterystycznego, miękkiego wokalu Waglewskiego pojawia się sopran znany z sal koncertowych.
Zamiast zgrzytu mamy pełne naturalności połączenie dwóch światów: alternatywy i klasyki.
To ryzykowne zestawienie, które działa znakomicie.
„Dźwięczność” opiera się na prostej konstrukcji, w której każdy dźwięk ma znaczenie.
Nie ma tu pośpiechu ani budowania napięcia na siłę. Utwór płynie spokojnie, zostawiając słuchaczowi mnóstwo przestrzeni.
gitara Waglewskiego — surowa i oszczędna,
wokal — bliski, miękki, lekko „zamglony”,
sopran Samitry — świetlista kontra, która otwiera przestrzeń,
całość — bardziej medytacyjna niż piosenkowa.
To muzyka, która nie stara się niczego udowadniać. Po prostu jest — i działa.
Słowa „Dźwięczności” wpisują się w najlepszą tradycję tekstów Waglewskiego: są krótkie, celne i dotykają tego, co w człowieku najważniejsze.
To nie jest opowieść z klasycznym początkiem i końcem. To raczej refleksja o tym, co otrzymujemy od świata i co potrafimy oddać.
Pojawia się temat wdzięczności, dobra, wiary i pęknięć, które powstają tam, gdzie ludzkie intencje mijają się z tym, co deklarujemy.
Nie ma tu moralizowania — jest spokojna, szczera próba nazwania rzeczy po imieniu.
Premiera szybko odbiła się echem w środowisku muzycznym. Obok komentarza Hołdysa w sieci pojawiają się słowa:
„hipnotyczne”, „modlitewne”, „jak zawieszone w przestrzeni”.
Fani zwracają uwagę na odwagę zestawienia głosów i na to, że utwór trafia w emocje natychmiast, choć właściwie niczego nie narzuca.
To jeden z tych singli, które budują oczekiwanie na całą płytę.
„Dźwięczność” zapowiada nowy rozdział w twórczości zespołu — jeszcze bardziej kontemplacyjny, jeszcze bardziej oparty na przestrzeni, ciszy i delikatności.
Waglewski zawsze miał talent do upraszczania rzeczy w sposób, który im nie odbiera znaczenia. Tutaj robi to ponownie — z jeszcze większą precyzją.
Jeżeli nadchodzący album pójdzie w tę stronę, możemy dostać jedną z najciekawszych płyt Voo Voo od wielu lat.
„Dźwięczność” to utwór, który wymyka się prostym opisom.
Nie próbuje być przebojem. Nie chce gonić trendów.
Zamiast tego — otwiera w słuchaczu przestrzeń i zostawia go z kilkoma ważnymi pytaniami.
To muzyka, którą najlepiej włączyć wieczorem, w słuchawkach.
Niech wybrzmi. Ona naprawdę potrafi zatrzymać świat na chwilę.
Andrzej Lomperta